laska, sztuka walki, popularność, Francja, historiaChoć okładanie przeciwnika drewnianą laską jednoznacznie przywodzi na myśl zabawne historie o staruszkach, broniących się przed złodziejami, okazuje się, że sama technika ma również swoje profesjonalne oblicze. Sztuka walki przy pomocy laski nie jest zbyt popularna, na świecie znajdą się jednak miejsca, w których pasjonatów jest całkiem sporo. Za ojczyznę la canne uznaje się Francję, a precyzyjniej – Paryż. Jeśli wierzyć legendom, to właśnie tam, w XVIII wieku, narodziła się idea samoobrony przy pomocy nieodłączonego atrybuty ówczesnych dżentelmenów. Historycznie potwierdzonym faktem, jest to, że w XIX wieku wprowadzono obowiązkową naukę tego stylu  we francuskiej armii. Każdy oficer armii kolonialnej był zobowiązany do poznania przynajmniej podstaw. Świat o tej dosyć oryginalnej dyscyplinie usłyszał w 1924 roku, podczas Igrzysk Olimpijskich, które odbywały się właśnie w stolicy Francji. Tradycyjne pokazy przed zapaleniem olimpijskiego znicza były wzbogacone właśnie o elementy tejże sztuki. Co sprawiło, że la canne stała się tak popularna nad Sekwaną? Po pierwsze ogromna efektowność – mistrzowie tej sztuki przypominali pędzące huragany. Niezliczone piruety, obroty, ciosy w przysiadzie, zza pleców czy podskoki, to tylko początek długiej listy ewolucji, za którymi niejednokrotnie trudno wręcz nadążyć. Choć dla niektórych całość wydawać może się zabawna, nie można jej odmówić skuteczności. Dziś, le canne z ulic przeniósł się na ringi. Naprzeciwko siebie staje dwóch przeciwników, odzianych w specjalne ochraniacze. Dzierżąc w dłoni (którą można zmieniać w trakcie walki) drewnianą laskę, próbują trafić rywala w łydkę, tors bądź głowę. Za każde udane uderzenie, zadane w odpowiednim stylu otrzymuje się punkt – ten, kto uzbiera ich najwięcej, zwycięża. Pomimo tego, że dyscyplina doczekała się już mistrzostw Europy oraz mistrzostw świata, w Polsce niestety nie funkcjonuje żadna sekcja, ucząca zawiłości pochodzącej z Francji sztuki.

Comments are closed.