tajemnica, legenda, kung fu, film, mistrzChoć legendą był już za życia, niewyjaśnione okoliczności jego śmierci sprawiły, że aura tajemniczości spowiła jego osobę bardziej niż kogokolwiek wcześniej. Bruce Lee, bo o nim mowa, znany jest chyba wszystkim – świetny aktor i niezrównany mistrz sztuk walki, za każdym razem przyciągał ludzi jak magnes przed ekrany oraz na widownię. Nieważne czy robił pompki, niszczył cegły, opowiadał dowcipy czy po prostu stał, ludzie szaleli na jego punkcie i gromko oklaskiwali. Nic dziwnego, że wiadomość o jego przedwczesnej śmierci wstrząsnęła całym współczesnym światem.

 

Swoją światową karierę rozpoczął po powrocie do USA (młodość spędził w Hong Kongu). Po uzyskaniu dyplomu uczelni, otworzył własną szkołę kung fu, a po kilku latach zaczął grywać w amerykańskich produkcjach. Oczarował widzów swoimi umiejętnościami i charyzmą. Od tego momentu wszystko potoczyło się błyskawicznie – główne role w „The Big Boss”, „Wściekłych Pięściach”, „Drodze Smoka” i w końcu „Wejściu Smoka”. Spopularyzował kung fu, dzielił się swoją wiedzą z każdym, kto chciał go słuchać (a było ich wielu), tworząc i rozwijając w międzyczasie własny styl – Jeet Kune Do. To co robił, przysporzyło mu jednak wielu wrogów – głównie pośród chińskich mistrzów sztuk walki. Zwolennicy spiskowych teorii, obwiniają właśnie ich bądź chińskie triady, którym mistrz nie chciał się podporządkować. Prawdy z pewnością nigdy nie poznamy, nie ulega jednak wątpliwościom, że domniemany guz, który pojawił się nagle blisko czaszki, podczas kręcenia „Wejścia Smoka”, jest sprawą nad wyraz tajemniczą. W trakcie zdjęć, po prostu zemdlał – w szpitalu jakoś go docucono, po jakimś czasie cała sytuacja się jednak powtórzyła. Tym razem, 33-letni wówczas Bruce, już się nie obudził. Oficjalna wersja głosi, że zmarł z powodu obrzęku mózgu, wywołanego przez przedawkowanie alkoholu i marihuany, jednak zapoznając się bliżej z całym zajściem, wielu uznaje umyślne otrucie za bardziej prawdopodobne.

Comments are closed.