Wokół izraelskiego stylu samoobrony, od wielu lat piętrzą się kolejne mity. Czym naprawdę jest krav maga? Do czego się jej używa? Na czym polega? Na takie pytania znajdziemy co prawda mnóstwo odpowiedzi w Internecie, jednak większość z nich pisana jest przez samozwańczych mistrzów wszystkich stylów walki, którzy większość czasu spędzają przed komputerem. Trudno przypisywać im miano autorytetów. Jedno z bardziej popularnych, aczkolwiek fałszywych przekonań dotyczy samego pochodzenia tegoż systemu. Wbrew krążącym opiniom, krav maga wcale nie ma rodowodu izraelskiego. Pochodzi z … Czechosłowacji, z czasów, kiedy współczesny Izrael, jako państwo, jeszcze w ogóle nie istniał! Określenie „izraelski” przylgnęło jednak do niego na stałe, ze względu na szerokie zastosowanie w żydowskiej armii. Rozczarowująca dla wszystkich ulicznych zabijaków, którzy swój „warsztat” chcieliby podreperować kilkoma ciosami „najbardziej zabójczego stylu”, będzie także informacja o tym, że krav magi jako narzędzia do ataku po prostu się nie nadaje. Oczywiście stosowane chwyty mają niekiedy charakter stricte ofensywny, jednak wykorzystywane są jedynie w samoobronie. Na treningach nie będzie także powietrznych ewolucji, wyrywania serc i nauki tego jak radzić sobie z 10 przeciwnikami. Pierwszą zasadą, wpajaną każdemu adeptowi, jest „unikaj zagrożenia”. Bezpośrednie starcie ma być absolutną ostatecznością. Kiedy już jednak do niego dojdzie, w ramach obrony własnego życia, zezwala się nam na wszystko co możliwe. Krav maga wychodzi z założenia, że samoobrona ma być skuteczna a nie honorowa i efektowna. Dlatego też dopuszcza się kopnięcia w krocza, wkładanie palców do oczu i uderzenia łokciami. Warto tu wspomnieć, że nie używa się do tego żadnej broni – popularny pogląd, na temat tego, że na treningach uczy się korzystania z noża itp. całkowicie mija się z prawdą. Nauka zawsze opiera się tylko i wyłącznie na odmianie cywilnej, w której podobne rzeczy nigdy nie funkcjonowały. Jej skuteczność zależy jednak od tego, kto tak naprawdę zostanie naszym nauczycielem – prawdziwy pasjonat czy pierwszy lepszy „znawca”, wyciągający pieniądze za nic.