boks, walkaPo przegranej walce Tomasza Adamka z Witalijem Kliczką, polscy fani boksu z pewnością odczuwają pewien niedosyt. Choć mało kto spodziewał się zwycięstwa, kiedy porażka stała się faktem, bolała ona jeszcze mocniej. Góral do boksowania wróci dopiero w przyszłym roku, wszystkie oczy zwrócą się więc w najbliższej przyszłości na walkę Krzysztofa Włodarczyka. Diablo już 30 listopada ma zmierzyć się z Dannym Greenem w jego rodzimej Australii. Będzie to trzecia obrona tytułu WBC przez polskiego boksera. Ostatnia – ta, w której walczył z Francois Palaciosem – zakończyła się wprawdzie sukcesem, kontrowersje wokół werdyktu sędziowskiego były jednak ogromne. Niedługo po walce, Włodarczyk wylądował w szpitalu – okazało się, że przedawkował antydepresanty. Próba samobójcza była prawdopodobnie reakcją boksera na nieustającą krytykę związaną okolicznościami, w jakich zakończyło się starcie z Portorykańczykiem. Powrót na ring, będzie więc dla Krzysztofa tym bardziej przełomowy.

Co przemawia za Polakiem? Przede wszystkim to, że Diablo jest nie tylko większy i cięższy, ale dysponuje także większym zasięgiem ramion. Green nie boksował do tej pory zbyt często z zawodnikami postury Krzysztofa. Pomimo tego, że bilans ma imponujący (31-4, 27 KO), większość walk stoczona została z zawodnikami niższej klasy. Podczas ostatniej próby „wskoczenia na wyższy poziom”, zmierzył się z Antonio Tarverem i sromotnie przegrał. Na korzyść Greena działać z pewnością będzie jednak fakt, iż walka odbędzie się na jego terenie. Sędziowie z reguły bywają obiektywni, jednak 1 czy 2 punkty na korzyść „swojego” mogą w tym przypadku zadecydować o wyniku walki. Włodarczyk podkreśla, że zdaje sobie z tego doskonale sprawę i nie będzie chciał zostawiać żadnych wątpliwości co do rezultatu, kończąc walkę przed czasem. Czy szumne zapowiedzi polskiego mistrza faktycznie się sprawdzą?

Comments are closed.